środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 2

Blondynka czuła skrępowanie bliskością i spojrzeniem bruneta. To prawda, wcześniej już się całowali, ale to było przed tym zanim dowiedział się,że  Angie jest ciotką Violetty. Wpatrywała się w jego piękne czekoladowe oczy i wyczytała w nich lęk, co ją zdziwiło.-Boje się- Szepnął w końcu.
-German- Westrchnęła jego imię i uniosła jego spuszczoną głowę, tak aby spojrzał na nią- Czego się boisz?- Zapytała
-Że stracę najważniejszą dla mnie kobiete- I wtedy coś zrozumiała. Zrozumiała, że jej szwagier nie zapomiał o Priscilli. Mimo świństwa jakie wyrządziła, on wciąż ją kochał, a serce Angeles jakby posypało się na kawałki. Poczuła jakby było zrobione z jakiegoś delikatnego szkła i stroncone z dużej wysokości na twardą powierzchnię.
- To idź do niej- Z trudem uśmiechnęła się smutno powstrzymując łzy
-A jeśli mnie odrzuci?- Zapytał nadal trzymając gorące dłonie blondynki.
- Ona też cię kocha. A jeśli tak zrobi, to znak, że nie była ciebie wart- Oświadczyła spokojnie dobrodusznie.
-Prędzej to ja nie zasługujemężczyzną,Wydusił. Zrozumiał, że nie raz zranił swoją szwagierkę i zdawał sobie sprawę, że za późno się opamiętał. Te wszystkie kobiety, z którymi był... z którymi całował się, przytulał, dotykał przy blondynce wbijały w jej serce niewidzialny, ostry nóż, który zostiwał krwawiące rany. Kiedy był samotny lub miał problem zwracał się do szwagierki; traktował ją jak jakąś marną nagrodę pocieszczenia, a nie jak kobietę, która prawdziwie i bezinteresownie go kocha.- Zraniłem ją. Kilkakrotnie- Wyznał- Boje się, że mnie odtrąci, że mnie znienawidzi, że nie chce mnie znać- Mówił zrozpaczony. Angeles dostrzegła, że mówił prawdę. Widziała w jego oczach skruchę i prawdziwe cierpienie, ale nie mogła nic zrobić. Marzyła, aby go pocałować, przytulić, pocieszyć.
-Idź do niej i wyznaj to, co czujesz- Spojrzała na niego z wiarą i ścisnęła lekko palcami jego dłoń. Wtedy inżynier nie czekając puścił dłonie kobiety i przełożył je na talie. Zdziwiło ją to, ale nie protestowała. Stała i czekała na dalsze ruchy mężczyzny, który zbliżył swoją twarz do jej i złączył razem ich usta w delkatnym pocałunku. Ciemnowłosy czuł jakby pieściły go skrzydła motyla, a Angeles rozpływała z tej przyjemnej pieszczoty. Mimo, że była zdziwiona jego ruchem nie odepchnęła go. Nie mogła, ale w końcu w jej umyśle pojawiły się wyrzuty sumienia "mąż twojej siostry" i odsunęła lekko inżyniera.
- Dlaczego to zrobiłaś?- Zapytał smutnie zdejmując dłonie z jej pasa. - Maria była moją siostrą, a ty jej mężem- Przebąknęła czując, że w jej oczach zbierają się łzy. Jej dusza krzyczała jak tylko mogła. Dlaczego ona nie mogła być szęśliwa? Jedynym mężczyzną, który tak na nią działał był jej własny szwagier,z którym rzecz jasna być nie mogła. Ile by dała, żeby nie łączyły ich żadne więzi. Wtedy mogliby być razem bez zmartwień, ani wyrzutów sumienia.
- Wiem to- Odparł- Ale ja cię kocham Angeles i wiem, że też nie jestem ci obojętny.- Nic nie odpowiedziała. Nie dałaby rady spojrzeć mu w te jego czekoladowe tęczówki i powiedzieć, że go nie kocha. W mieszkaniu panowała grobowa cisza, a blondynka słyszała władne serce łomoczące jak dzwon kościelny. - Wprowadź się do nas spowrotem- Poprosił- Nie dla mnie, ale chociażby dla Violetty- Zaczerpnęła głeboki wdech i analizowała jego słowa. Kochała Viole, ale bała się, że jak znowu zamieszka w willi Castillo, to albo pokłóciliby się, albo zakochali się w sobie jeszcze bardziej.
-Ja... Ja nie wiem- margnęła.
- Prosze cie...- Szepnął i pogłaskał ją po ramieniu. Angie mimo wahać zrobiła dobrą mine do złej gry i w końcu zgodziła się. - Spakój się- Zażądał.
-Ale ja mam grypę i chyba... Chyba cie nie zaraziłam!- Powiedziała przejęta przymominając sobie ich pocałunki, a jej policzki przybrały czerwonej barwy.
- O mnie się nie martw. Idź się zapakój, a ja poczekam. Jak przyjedziemy Olga się tobą zaopiekuje- Uśmiechnął się i usiadł na kanapie. Angie poczłapała do sypialni, w której po tygodniowej chorobie panował niewyobrażalny bałagan. Wyciągnęła czerwoną walizkę i zaczęła się do niej pakować. Starała się zrobić to jak najszybciej, jednak uniemożliwiła jej to zagubiona kosmetyczka, którą szukała w całym domu. German rozbawiony sytuacją wstał ze skórzanej kanapy i podszedł do barku na którym, gdyby nigdy nic, leżała różowa kosmetyczka w baiłe groszki.
-Angie- Zawołał i kiedy blondynka pokazała się w salonie wskazał na przedmiot, którego szukała od piętnastu minut. Uderzyła się z otwartej dłoni w czoło, a potem z przepraszającym uśmiechem wzięła przedmiot i dokończyła pakowanie.

W samochodzie panowała krępująca cisza, której żadne z nich nie odważyło się przerwać. 
-Violetta wie, że się wprowadzam- Wydobyła cicho blondynka nie zerkając na szwagra.
-Nie, ale na pewno bardzo się z tego powodu ucieszy- Zwrócił się do niej i skupił na drodze. Po kilku minutach, które wydawały się trwać wiekami dojechali do wielkiej willi, która nadal robiła na Angie ogromne wrażenie. Mężczyzna wyjął z bagażnika walizkę niebieskookiej i mimo jej sprzeciwów postanowił zanieść ją do pokoju kobiety. Angie zaś ruszyła w stronę kuchni, gdzie została zatakowana przez silne ramiona gosposi.
-Kochana Angeles- Mruczała tuląc ją do siebie, a jej zaczęło brakować tlenu.
-Olgo puść, bo mam grypę. Zaraże cię jeszcze- Zaśmiała się, a gosposia zaraz przeszła do działania.
-Do łóżka, już-  rozkazała, a nauczycielka wykonała posłusznie polecenie- Zaraz czekają cię moje ziółka i gorący rosołek aniołku- Oznajmiła i zaczęła przyżączać to, co zaplanowała.
Angie wchodząc do swojego błękitnego pokoju znowu poczuła się jak dopiero zaczęła prace jako guwernantka siostrzenicy../


No i rozdział drugi już jest!
Troche na Germangie sobie poczekacie..
Czytasz= Zostaw kometarz :D 

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. JAK TO POCZEKAMY?! :O
    Blog zapowiada się fajnie i czekam na next...
    (Tak wgl polecam się http://angelespomojemu.blogspot.com) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następna część? Czekam

    OdpowiedzUsuń